Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Strajk nauczycieli w USA

Grafika Johna Fleissnera "Brońmy publicznej edukacji!" Grafika Johna Fleissnera "Brońmy publicznej edukacji!"

Publikujemy rozszerzona wersję wywiadu z Brandonem Muckianem, nauczycielem z Zachodniej Wirginii, członkiem związku zawodowego WVEA (Stowarzyszenia Sektora Edukacji Zachodniej Wirginii) oraz IWW (Robotnicy Przemysłowi Świata), aktywnym uczestnikiem największej od lat fali strajków, która rozlała się na wiele stanów USA w 2018 r. Nauczyciele z Wirginii Zachodniej żądali wyższych zarobków, sprzeciwili się podniesieniu składki na ubezpieczenia i prywatyzacji szkól publicznych. Wywiad ukazał się w 52 numerze biuletynu Inicjatywy Pracowniczej.

Jak zaczął się protest nauczycieli w Zachodniej Wirginii?

Przez kilka miesięcy próbowaliśmy wymusić na związkach zawodowych z publicznego sektora edukacji, aby zorganizowały dla nas wiec. W tym samym czasie powołaliśmy grupę na Facebooku dla nauczycieli z naszego stanu, aby mogli się ze sobą komunikować. Poprzez FB mogliśmy przedyskutować nasze problemy. Udało nam się zsieciować nie tylko nauczycieli, ale też pracowników technicznych, kierowców autobusów, kucharki itd. Następnie zaczęliśmy naciskać na związki, by zagroziły rządowi strajkiem, jeśli nie spełnią naszych postulatów. Domagaliśmy się wyższych płac i sprzeciwialiśmy podwyżkom opłat za ubezpieczenie zdrowotne.

Na początku rząd nie chciał spełnić waszych postulatów i przerwaliście pracę, jak to wyglądało?

Do pierwszej akcji strajkowej przystąpiła 1/3 nauczycieli. Miała ona trwać kilka dni. Na naszej grupie na FB nauczyciele opowiadali się za kontynuowaniem protestu. Po 4 dniach związki oświadczyły, że dogadały się z gubernatorem i mamy wracać do pracy. Przez internet wspólnie dyskutowaliśmy o tym, jak bardzo nie podoba nam się decyzja o zakończeniu strajku. Kolejne hrabstwa ogłaszały, że nie kończą go mimo, że związki podpisały porozumienie. To był początek dzikiego strajku. Odbiegało to od planów naszych związków zawodowych, ale ostatecznie wymusiliśmy na nich, żeby nas poparły. Zrobili to, bo wiedzieli, że inaczej stracą członków i składki. Uświadamiając to sobie, zaczęli słuchać głosów szeregowych członków i realizować ich wizję.

Czy wtedy związki dołączyły się do protestu? W jaki jeszcze sposób na nie naciskaliście?

Organizowaliśmy się niezależnie. Za pomocą FB tworzyliśmy własne wydarzenia związane z różnymi działaniami, począwszy od pikiet po duże zgromadzenia w stolicy. To my zorganizowaliśmy pierwsze akcje. W grupie uczestniczyły osoby, które przerywały pracę wspólnie wychodząc na wiece, zanim rozpoczął się oficjalny strajk. To był wyraźny sygnał dla przedstawicieli związkowych, że muszą się w to włączyć, inaczej cały protest byłby zorganizowany przez nieformalną grupę, a nie związki, które zostałyby z tyłu. Związki nie chciały utracić kontroli i zdolności panowania nad protestami. Nawet jeśli to związki zapowiedziały protest w stolicy, to omawialiśmy ze sobą co najlepiej robić, czy np. nie lepiej naciskać na jakieś lokalne instytucje. Technicznie związek ustalał plan działań, ale ponieważ wcześniej zbudowaliśmy narzędzia, które umożliwiały nam niezależność i dawały nam siłę, byliśmy w stanie wymusić na związku, którą drogą powinniśmy iść. To było ogromne wyzwanie dla związków.

Co wygraliście?

Dostaliśmy 5 % podwyżki, tyle ile chcieliśmy. To ok. 2000 USD rocznie. Udało nam się zamrozić podwyżki składek na ubezpieczenie zdrowotne na 16 miesięcy. Obiecano nam również znalezienie nowych metod opłacania naszego ubezpieczenia zdrowotnego. Zachodnia Wirginia ma bardzo rozbudowany przemysł związany z wydobyciem gazu ziemnego. Po recesji władze znacznie obniżyły podatki dla związanych z nim firm, co przełożyło się na niższe wpływy do budżetu. Żądaliśmy podniesienia podatków dla przemysłu, aby zwiększyć zasoby finansowe przeznaczane na potrzeby lokalnej społeczności.

Ostatecznie nie zwiększono podatku dla przemysłu, ale zablokowano wzrost opłata dla nas, więc nasze żądanie zostało spełnione.

Przed strajkiem władze chciały nas zmusić do płacenia kilka tysięcy dolarów rocznie za ubezpieczenie. Chciano nas także zmusić do używania software, kontrolującego co robimy w ciągu dnia, czy ćwiczymy, dobrze się odżywiamy itd. Nie mogliśmy do tego dopuścić. Dlatego kwestie ubezpieczenia zdrowotnego, była dla nas bardzo istotna.

Kontrola diety i trybu życia? Czy w innych branżach lub zakładach pracy wprowadzono coś takiego?

Owszem, np. w Disney pracownicy mają zegarki z aplikacją, która sprawdza, ile kroków dziennie lub tygodniowo wykonują, czy w inny sposób się ruszają i jak często. Jeśli nie wyrobisz normy kroków, mogą zwiększyć tobie opłatę za ubezpieczenie, twierdząc, że nie jesteś dość zdrowy.

To wygląda na dużą ingerencję w czyjąś prywatność?

Musielibyśmy też wypełniać internetowy kwestionariusz, w którym pytają się nawet o tak prywatne rzeczy, jak ilość wypitych drinków wieczorem.

Wróćmy do strajku. Jaki był jego społeczny odbiór?

Dziś rozmawiałem z ludźmi rozdając ulotki i wszyscy mówili, że wciąż są za nami i będą nas wspierać. Od strajku minął rok, a ludzie są wciąż życzliwi i gotowi do pomocy.

Zachodnia Wirginia posiada bardzo długą historię ruchu robotniczego, wspierania związków zawodowych i protestów pracowniczych. To tu miało miejsce największe powstanie przeciwko władzom od czasu wojny secesyjnej – wówczas górnicy chwycili za broń. W mieście, w którym mieszkam, wzdłuż rzeki jest wiele fabryk, które zostały zamknięte. Ale ludzie wciąż pamiętają strajki pracowników hut żelaza. Miejscowi wiedzą, że jeśli jakaś grupa zawodowa wzywa do dużych protestów, to trzeba stanąć za nimi. Tego nauczyła ich historia, to przekazywali im rodzice. My także otrzymaliśmy wiele wsparcia od lokalnej społeczności. Pomagały nam też inne związki zawodowe, np. związek górników, związek pracowników sektora publicznego.

Jak wyglądał strajk? Co robiliście w jego trakcie?

Trzy rzeczy. Po pierwsze pikiety, głównie w centrum miasta, w miejscach gdzie jest spory ruch i ludzie mogli nas zobaczyć. Organizowaliśmy wiece przed szkołami, w czasie kiedy podjeżdżały autobusy z dziećmi i rodzice przywozili dzieci do szkoły. Ubieraliśmy się wszyscy na czerwono, trzymaliśmy potykacze i banery. Kiedy dzwonił dzwonek na rozpoczęcie lekcji wszyscy nauczyciele wracali do szkoły grupą, aby pokazać że trzymamy się razem i jesteśmy solidarni.

Po drugie jeździliśmy do stolicy. Któregoś razu setki a nawet tysiące osób zebrały się w małej galerii i odwiedzający mogli nas słuchać. To bardzo dobrze wyglądało na zdjęciach i filmach – my wszyscy zebrani w jednym miejscu.

Po trzecie pracowaliśmy jako wolontariusze w schroniskach dla bezdomnych, punktach wydawania jedzenia, przy dostarczaniu obiadów uczniom. Chcieliśmy pokazać naszej lokalnej społeczności, że walczymy też dla nich, o to aby szkoły były lepsze dla uczniów. Musieliśmy zrobić coś, żeby nasze zaangażowanie było widoczne.

Pracownicy techniczni przyłączyli się do protestu?

Kierowcy autobusów należą do innego związku. Tak samo pielęgniarki czy kucharki zatrudnione w szkole. Ale oni także wzięli udział w strajku. Kiedy dyrekcja zastanawiała się czy zamknąć szkoły na okres strajku, zorientowali się że i tak nie będą jeździły autobusy, ani nikt nie ugotuje dzieciom jedzenia. Ostatecznie zostały zamknięte.

Wkrótce być może będziemy zmuszeni do wymyślenia innych nieformalnych form oporu. Rząd zamierza obciąć budżet publicznych szkół i przekierowywać go na prywatną edukacje. Jednocześnie słyszymy o planach wprowadzenia w okresie letnim zmian prawnych dla nauczycieli. Kiedy nie będzie nas w pracy, nie będziemy mogli strajkować. W takim wypadku myślimy o obywatelskim nieposłuszeństwie jak sittingi w urzędach w stolicy, strajk głodowy, czy inne widoczne i mocne metody, które formalnie nie są strajkiem.

Czy po strajku zmieniła się wasza relacja z uczniami?

Po pierwszym strajku odebraliśmy wiele pozytywnych sygnałów od naszych uczniów. Młodzież pojawiała się na naszych wiecach, przemawiała przez tuby. Jestem nauczycielem historii współczesnej USA, uczę o najsłynniejszych protestach i strajkach pracowniczych w Stanach, o tym jak powstały i czym były związki zawodowe, co się działo w XIX w. Uczniowie szybko połączyli to, czego się uczą na historii, z tym co dziej się obecnie. Teraz lepiej rozumieją dlaczego się tego wszystkie uczyły, wiedzą, że same stały się częścią historii ruchu robotniczego.

Czego nauczyliście się podczas strajku? Z pewnością nabyliście doświadczenia, którymi warto się podzielić z innymi?

Czy wiesz co to jest „caucus” [koło] ? To wyodrębniona grupa w ramach związku. U nas działa np. koło czarnych nauczycieli. Dane koło pomaga naciskać na związek, żeby zajął się ich konkretnymi problemami, np. jeśli warunki pracy czarnych nauczycieli są gorsze niż białych, dane koło będzie naciskało na związek, żeby się tym zajął. Stworzyliśmy takie koło z członków dwóch związków z naszego stanu nazywając je Zjednoczona Zachodnia Wirginia. Zdecydowaliśmy się zewrzeć szyki, aby walczyć o publiczną edukację, nie bojąc się używać radykalniejszych metod niż biurokracja związkowa. Nasze koło tworzą tylko szeregowi członkowie, nie ma wśród nas etatowych związkowców. Skupiamy nie tylko nauczycieli, ale też personel techniczny. Założenie takiego koła okazało się świetnym posunięciem.

W listopadzie były u nas wybory, ale rządząca ekipa nie zmienia się od lat. Wspierające nas ugrupowanie demokratów, nie ma dobrych wyników w stanach, na które rozlał się protest nauczycieli i w których organizowano nieformalne wyjścia z pracy na wiece: W Zachodniej Wirginii, w Oklahomie, Arizonie, Kentucky. Wybory stanowe są co dwa lata, po ich zakończeniu nowe władze zaczęły mścić się na nauczycielach za strajk, wymyślając nowe regulacje. Wpłynęło to bardzo negatywnie na morale nauczycieli. Dzięki naszemu kołu byliśmy jednak nadal w kontakcie i nadal zjednoczeni. W lutym tego roku znów wyszliśmy na strajk. Trwał on dwa dni. Protestowaliśmy przeciwko prywatyzacji szkół i przekształceniu je w korporacje. Koła wywarły tak silną presję na związkach, że musieli nas posłuchać i zrobić wszystko, aby zablokować ten proces. Po raz kolejny odnieśliśmy sukces.

Jesteście w stałym kontakcie z innymi szkołami?

Do koła Zjednoczona Zachodnia Wirginia należą wolontariusze, których zadaniem jest mapować szkoły i osoby, które nas wspierają. Sprawdzają kto nadaje się do wykonania określonych zadań, ma konkretne umiejętności lub chęci, ale też kto się z kim zna, kto ma jakie kontakty. Mamy listę takich osób i w razie potrzeby szybko możemy się skomunikować z każdym z naszego stanu.

Wygląda na to, że wasza walka nie ma końca? Nie jesteście zmęczeni?

Wszyscy jesteśmy wykończeni. Nauczyciele mają wyczerpującą pracę, a kiedy się kończy nie mamy wolnego. Bez przerwy wisimy na telefonach, tworzymy materiały agitacyjne i informacyjne, organizujemy spotkania i rozmawiamy z lokalną społecznością i rodzicami, itd.

Mówiłeś wcześniej, że być może będziecie zmuszeni po raz kolejny wznowić protesty?

Tak, jest taka możliwość. Nie wiemy co się wydarzy i wciąż dyskutujemy nad różnymi możliwymi scenariuszami. Poza tym od kiedy IWW położyła większy nacisk na rozwój międzynarodowych kontaktów, staramy się tak działać, aby iskra w globalnym ruchu pracowniczym sektora edukacji nie zgasała. Solidaryzujemy się z nauczycielami w Polsce. Jeśli jest coś czego od nas potrzebujecie, jeśli możemy was jakoś realnie wzmocnić, rozwinąć konkretne informacje o tym, jak się organizowaliśmy, dajcie nam znać. Z ogromną przyjemnością was wesprzemy.

Powrót na górę